Symulacja

 

To błędne pojęcie, które zakłada, że każda młoda osoba dopiero planuje swoje życie. I szok, gdy okazuje się, że ktoś ma już wszystko ustalone; wie gdzie zamieszka, kiedy weźmie ślub, ile będzie mieć dzieci. Ta maniera, która powoduje, że z automatu mówisz dzień dobry, pomimo iż jest wieczór, ponieważ dzień dobry brzmi naturalniej i milej. Ten moment, gdy wolisz milczeć i przełknąć słowa cisnące się na język zamiast dać im ujście, bo wolisz życie bez niepotrzebnych konfliktów. Gdy idziesz chodnikiem i liczysz mijane płytki, zwracając uwagę na wgłębienia pomiędzy nimi, wyobrażając sobie proces ich powstawania. Gdy przechodzisz przez pasy i stawiasz kroki tylko na białych lub czarnych, bo te drugie są niebezpieczne. Gdy podczas jazdy pociągiem widzisz stado biegnących saren i przypominasz sobie, że natura naprawdę jest piękna. Gdy pociąg mija połamane drzewo i oczami wyobraźni widzisz, że można przy nim zrobić ciekawe zdjęcie z dobrego ujęcia. Jak kroczysz ciemną ulicą ze słuchawkami w uszach i jest Ci trochę obojętne czy ktoś za Tobą idzie. Kiedyś odbywało się to w kompletnej ciszy ze względu na własne bezpieczeństwo. To uczucie, gdy stajesz przed lustrem i patrzysz sobie w oczy, a potem mówisz komplement, szczery, od serca. Albo jak idziesz zrobić sobie herbatę, ale zaparzona woda zdąży wystygnąć do momentu, aż chcesz jej użyć, ponieważ taniec i jego obserwacja w odbiciu piekarnika są o wiele ciekawsze, żywsze, dają Ci poczucie pełności i szczęścia. Gdy obserwujesz swoje włosy poruszające się w rytm muzyki i falujące dziko za Twoimi plecami, jak gdyby chowały się i ukazywały wtedy, kiedy sądzą, że jest ich moment. Tak jak aktorzy na scenie, którzy jednocześnie odgrywają swoje role i tworzą teatr wewnątrz teatru. Mówią swoje kwestie, naśladując istniejącą już sztukę, ale widzisz w tym siebie i czujesz całym organizmem, że rozumiesz, do czego piją. Gdy próbujesz zebrać myśli po ciężkim dniu i nienawidzisz siedzieć w ciszy, która – o zgrozo – pozwoliłaby Ci w pełni je ułożyć i uspokoić, ale jednocześnie to jest ostatnie czego pragniesz, bo funkcjonujesz idealnie w chaosie i nie umiesz przebywać ze sobą sam na sam. Gdy czujesz, że zbiera się w Tobie bliżej nieokreślone napięcie, ale nie umiesz znaleźć dla niego żadnego ujścia. Chcesz płakać, ale z drugiej strony Twoja głowa i ciało mówią Ci, że to jeszcze nie ten moment. Że to nieodpowiednia piosenka. Dopiero do tej trzeciej jesteś w stanie poczuć coś więcej, bo to ta wyjątkowa, przy której możesz czuć emocje rozłożone na całym spektrum, i ona magicznie zapisuje się w Twojej głowie na tej nieistniejącej playliście do „tych” piosenek. Gdy ktoś stawia przed Tobą wyzwanie, któremu chcesz sprostać i mówisz sobie, że dasz radę, tylko po to, by okazało się, że prowadzisz wewnętrzną walkę i jednocześnie chcesz i nie chcesz jej wygrać. Ale druga strona nie może być lepsza, nie możesz okazać słabości. Inni nie mogą źle o Tobie myśleć, ponieważ mają już konkretny obraz Ciebie w głowie i postrzegają Cię w dany sposób, co było konsekwentnie budowane od wielu dni, tygodni, miesięcy, lat. Gdy ktoś motywuje Cię do wyjścia ze strefy komfortu i zmiany w inną, prawdziwą wersją siebie. Takiej, która będzie mówiła co myśli i czuje, a nie takiej, która pokaże innym to co chcą zobaczyć i powie to, co chcą usłyszeć. Która jest gotowa zderzać się z innym zdaniem i bronić swojego, nawet tego popartego słabymi argumentami, ale jednak własnymi. Gdy ostatecznie postanawiasz wyjść ze swojej skorupy i skosztować tego przed czym prościej było uciec „dla własnego bezpieczeństwa” i z poczucia winy, a życie Cię weryfikuje i pokazuje, że to pierwotne rozwiązanie było tym prawidłowym. Bycie otwartym to klucz do wszystkiego, tak teraz wszyscy lubią mówić. Co, jeśli chcesz pozostać zamkniętym? Co wtedy? Czy istnieje jakiś klucz do tych drzwi? Czy jest sens go szukać?