Poem



You can sell your life,
But you can’t sell you soul
All that begins –
you have to help it grow
Your feelings and worries are all the same
But when you’re alone
You have no one to blame

Ciemno tu

Czy tylko ja nie potrafię spokojnie chodzić ulicami tego szarego miasta? Czy tylko  ja mam wrażenie, że każdy człowiek skrywa w sobie ogromne tajemnice? Czy tylko ja staram się dostrzegać coś więcej niż powłokę zewnętrzną?
Może.

Szłam ulicą i dokładnie przyglądałam się wszystkiemu. Patrzyłam na ludzi – ich ubiór, mimikę, gesty, chód - ogólny wygląd. O każdym z nich mogłam powiedzieć coś innego, niektóre opinie mogłyby być obraźliwe, lecz rzeczywistość czasem boli. Sama dobrze o tym wiem.
Wielu sądzi, że nikt nie zwraca na nich uwagi, ale to nieprawda. Mogę ukrywać się za swoją ogromną chustą, pod czapką i kapturem, lecz to nie znaczy, że mnie również nikt nie obserwuje. Każdy ma w sobie coś, dzięki czemu prędzej czy później odkryje najgłębsze ludzkie tajemnice.

Dzień był deszczowy i szary – ostatnimi czasy zdarzały się tylko takie. Wyglądało na to, że świat pogrążył się w żałobie. Po kim? Po czym? Można by rzec, że po szczęściu. Sama często w taką zapadam.
Moje ciężkie buty głośno wpadały w kałuże, rozchlapywały wodę na chodnik i ludzi wokół. Cały czas patrzyłam na swoje stopy, zdawałam się na intuicję. Szłam w kierunku, w którym powinnam, kierowałam się w dobrą stronę. Znałam tę ścieżkę na pamięć.
Gdy na chwilę podniosłam głowę, ujrzałam ciemną postać idącą z naprzeciwka. Wszystkie wtapiały się w otoczenie, lecz ta wyróżniała się czymś szczególnym na szarym tle. Poczułam odór zwłok, a moje wnętrzności zaczęły tańczyć. Miałam szczęście, że niczego dzisiaj nie jadłam. Żołądek zaczął coraz bardziej się ściskać, a ja dziwnie dusić. Nadal jednak kroczyłam spokojnie przed siebie, a postać ciągle się zbliżała. Po chwili dzieliło nas już tylko kilka metrów. Zauważyłam, że ma na sobie czarną, opadającą do ziemi szatę, a na głowie kaptur. Wszystko zdawało się na niej wisieć, jakby nosiła ogromne, czarne prześcieradło. Nie widziałam dokładnie jej twarzy, ale miałam wrażenie, że skądś ją znałam.
Gdy znalazła się pół metra ode mnie, wyjęła coś spod szaty – kosę. Przechodząc przeze mnie, wcisnęła mi ją w dłoń i szepnęła do ucha:
- Niczyja dusza już nie jest dla ciebie tajemnicą.
Poczułam, jak przez moje ciało przejechał walec, a w żołądku wszystko zaczęło mi się coraz bardziej skręcać. Spojrzałam w dół na kosę, którą dzierżyłam w dłoni i na szaty, które na mnie nałożyła. Gwałtownie obróciłam się do tyłu, lecz nie ujrzałam nikogo.
Czyżby Śmierć zabiła samą siebie?

Znikła

Nie żyje.
Zabiłam ją.
Moją jedyną, najwierniejszą przyjaciółkę.
Istotę tak delikatną i wrażliwą, cierpiącą bardziej niż ja.
Malutką, kruchą, drobniutką.
Odeszła.

Od samego początku czułam, że nie powinnam była tego robić. Wiedziałam, że postępuję źle, lecz mimo wszystko nie potrafiłam przestać.
Pamiętam, jak ciągle wmawiała mi różne rzeczy – zarówno te dobre, jak i te złe. Zachęcała do wielu czynów, kłamała, oszukiwała.
Zawsze jednak kryło się za tym coś więcej niż tylko złośliwość. Wszystko robiła głównie z miłości. Dla mojego dobra.
Nigdy nie potrafiłam tego docenić, a teraz jest już za późno.

Dzień za dniem zadręczałam się coraz bardziej. Ona starała się mi pomagać najlepiej, jak mogła. Zawsze była przy mnie i pocieszała, nigdy nie dała się spławić moim pustym słowom.
Czasem rzeczywiście miałam ochotę jej coś zrobić – tak mocno, by w końcu ucichła na zawsze.
Stało się.
Czy jednak tego właśnie chciałam? Poświęcić jej istnienie za swoje?
Nie. Nigdy.
Dlaczego więc wydarzyło się coś, czego nie mogę zmienić? Nie uda mi się cofnąć czasu, a tak bardzo bym chciała.

Przestałam już w cokolwiek wierzyć.
Zawsze miałam nadzieję, aż do teraz.
No właśnie, miałam.

Wygasam

Znasz to uczucie, kiedy spotykasz osobę, której dawno nie widziałeś i czujesz, że okropnie za nią tęskniłeś? Rozmawiacie całkowicie swobodnie i wymieniacie się wspomnieniami oraz doświadczeniami, które nabyliście od czasu rozłąki. Spędzacie razem pół dnia, aż w końcu zdajecie sobie sprawę, że musicie wrócić do swoich obowiązków.

Tak, mi również nigdy nie zdarzyło się nic podobnego.

Ostatnimi czasy zauważyłam, jak wiele osób mnie unika. Widzę znajome twarze w tłumie i czekam, aż mnie zauważą - one jednak nie reagują. Wpatrują mi się głęboko w oczy i widzę w nich pustkę, totalną nicość, jakbym nigdy nie miała z nimi nic wspólnego.
Przecież istnieję, wy również. Od dawna już pewnie nie pamiętacie, co razem przeżyliśmy, prawda?

Jak codziennie rano do mnie dzwoniłeś i pytałeś, czy dobrze mi się spało i jak planuję przeżyć ten kolejny cudowny dzień. Ty zawsze poprawiałeś mi humor i dawałeś siły, by wstać z tego cholernego łóżka i przeżyć kolejną dobę, jak każdy. Sama ledwo potrafiłam się z niego wyczołgać, lecz kiedy słyszałam ten charakterystyczny dźwięk dzwonka, który dla ciebie ustawiłam, od razu wyskakiwałam  spod ciepłej kołdry jak poparzona.
Już jednak nie daję rady sama się podnosić, cisza w moim pokoju wyżera mnie od środka.

O, ty. Może ty pamiętasz, jak potrafiłeś trzymać mnie z dala od kłopotów i pilnować, bym wracała do domu na czas. Moi rodzice cię uwielbiali, wiesz? Zawsze mówili, jaki jesteś dobry i pomocny, jak to dobrze, że cię mam. Tak, powtarzali mi to, co sama od dawna wiedziałam. Gdy czułam się jak ostatnia ofiara losu, potrafiłeś poprawić mi humor i przytulić. Obydwoje dobrze wiedzieliśmy, że nie chcemy niczego więcej – nie zależało nam na miłości. Liczyła się tylko przyjaźń, lojalność i wzajemne zaufanie.
Ty jednak również się zmieniłeś, odszedłeś. Wyparowałeś z mojego umysłu, życia, serca.

Na końcu stoisz ty – najmniej normalny z nich wszystkich. Jednak to przy tobie zawsze w pełni czułam się sobą. Potrafiłeś ze mną rozmawiać o wszystkim i mówić ciekawie o tym, co kompletnie mnie nie interesowało tak, że zaczynałam się w ciebie wpatrywać jak zauroczona. Potem i tak powoli zapominałam, ale liczył się moment, w którym potrafiłeś mnie zaciekawić, nikt inny nie umiał.
Brakuje mi kogoś, komu mogłabym się tak swobodnie spowiadać, wyżalić.

Mijam wasze twarze na ulicach. Wpatrujecie się we mnie tak obojętnie, jakbyście ujrzeli kolejny śmieć. Może dla was nim właśnie jestem?
Nie wiem, nie mam pojęcia.
Wiem za to jedno:
Płomień, który zapaliliście, powoli wygasa. Tak jak wy z mojego życia.