Ona


Nie umiała zajmować się kwiatami, ale umiała doceniać ich piękno. Rozmawiała z nimi i pielęgnowała myślami, tchnąc w liście i pąki fale pozytywnej energii. Nie lubiła słońca, ale znosiła jego obecność i tolerowała jego istnienie. Nie zgadzała się z ludźmi, gdy wychwalali jego istotność i cieszyli jego przyjściem. Nie nosiła sukienek ani spódnic, chyba że została zmuszona przez sytuację. Nie postrzegała siebie jako osoby kobiecej ani delikatnej, nie nazywała i nie myślała o sobie w kontekście damy czy momentami nawet kobiety. Nie przepadała za przyjęciami i uroczystościami, odbywającymi się z powodu większych lub mniejszych ważnych wydarzeń, na które połowa osób przychodziła z obowiązku lub powodu obecności pożywienia. Nie umiała śmiać się cicho i łagodnie, ponieważ emocje wybuchały w niej jak wulkan i nie była w stanie ich zatrzymać. Nie rzucała dyskretnych spojrzeń, ponieważ patrząc starała się zajrzeć w głąb duszy obserwowanej istoty i zrozumieć przenikliwy wzrok spoczywający na jej osobie. Nie umiała dbać o siebie w odpowiedni sposób, zawsze znajdując wymówki i przedstawiając prawdę w sposób, który mógłby wydawać się kłamstwem. Nie wiedziała i nie rozumiała czym jest odpoczynek dla duszy i ciała, ponieważ uwielbiała poświęcać się wszystkiemu i wszystkim, byle tylko nie ograniczać się do swojej osoby. Nie lubiła kolorowych barw, choć była w stanie dostrzec w nich zalążki piękna, gdy patrzyła pod odpowiednim kątem. Nie wiedziała za wiele o świecie, który ją otaczał, ponieważ żyła w alternatywnych rzeczywistościach. Nie oglądała wiadomości, nie słuchała radia, nie czytała gazet. Nie miała pojęcia co rozgrywa się poza jej ciałem ani umysłem, gdy była na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Nie panowała nad swoim gniewem, gdy ten osiągał punkt kulminacyjny. Nie lubiła powstrzymywać łez, gdy zbierały się w jej oczach, a następnie same podążały policzkami w dół. Nie znała się na modzie ani żadnych innych trendach, które mogłyby przyporządkować ją do konkretnej grupy osobników. Nienawidziła tracić ludzi ze swojego życia i zrywać więzi z tymi, których pragnęła zatrzymać, ale nie mogła z wyższych, nie zawsze zależnych od niej powodów. Nie była gotowa na kłody rzucane jej pod nogi, choć wiele już przeskoczyła i o wiele się potknęła. Robiła wszystko automatycznie, brakowało jej spontaniczności.
Lubiła jednak słuchać muzyki, dzięki której była w stanie perfekcyjnie oddać panujące w jej wnętrzu emocje. Doceniała starania osób, które wyraźnie pragnęły zmian w jej życiu, relacjach oraz ich wzajemnych stosunkach. Uwielbiała jesienne poranki oraz deszczowe dni, kiedy świat spowijała szara smuga, a z nieba padały wielkie krople wody. Lubiła tańczyć po domu, wyobrażając sobie pomieszczenia jako sale i przechodząc z jednego do drugiego wysublimowanymi ruchami, zamykając oczy i tonąc w muzyce, którą chłonęła z słuchawek wciśniętych w uszy. Uwielbiała spacery na łonie natury, gdy mogła oglądać otoczenie i płynące własnym rytmem życie istot, kompletnie nie zwracających uwagi na nic, co znajdowało się wokół nich. Marzyła o spędzeniu nocy poza domem, by móc przyjrzeć się dokładniej gwiazdom na niebie niemalże w nagiej postaci, nie oddzielonych szybą ani żadną inną powierzchnią. Starała się dostrzegać w ludziach dobre cechy nawet wtedy, gdy zaznała cierpienia z ich strony i wiedziała, że ich stosunki uległy zmianie. Dawała z siebie więcej niż mogła, byle tylko zapewnić komfort psychiczny innym i udzielić pomocy, gdy zajdzie potrzeba. Była w stanie zapomnieć o wszelkich nieprzyjemnościach i wybaczyć winy tym, którzy w mniemaniu jej bliskich na to nie zasługiwali. Zawsze przybierała optymistyczną postawę, jeśli chodziło o ważnych dla niej ludzi, by dać im nadzieję i wesprzeć wszelkimi możliwymi sposobami. Uwielbiała smak herbaty i parzyła ją w zawsze wtedy, gdy czuła się gorzej lub miała zmarznięte wnętrze. Doceniała szczere rozmowy z ludźmi, w trakcie  których mogła podzielić się najgłębszymi sekretami, a także najbardziej błahymi sprawami wiedząc, że zostanie wysłuchana, ale także obdarzona identycznym zaufaniem, by odciążyć drugą osobę. Była w stanie poświęcić się dla sprawy, nawet jeśli do końca nie rozumiała, na czym będzie polegać ani czy przyniesie jej więcej korzyści czy szkód. Lubiła mieć jasno postawione sprawy i wyjaśniać niejasne sytuacje tam, gdzie nie była dłużej w stanie sama analizować wszystkich słów, gestów lub spojrzeń. Pragnęła równowagi we wszechświecie i szczęścia wszystkich otaczających ją istot, świadomie lub nieświadomie. Miała wysoki poziom empatii i niekiedy reagowała zbyt mocno na coś, co w ogóle nie powinno jej obejść. Czuła za dużo.



Jeśli wydaje Ci się, że teraz już ją znasz, to jesteś w błędzie.

Pętla

            Zdarzały się dni, kiedy wirowała w tańcu po domu, odbijając się od ścian i mebli. Ściskała w dłoni białą chustkę i unosiła w powietrzu, pozwalając jej wykonywać taneczne ruchy. Stąpała boso po łące, czując wszelkie nierówności terenu pod stopami, ale także miękką jak puch trawę, która przyjemnie łaskotała ją w łydki, gdy dziewczyna zapuszczała się na gęstsze obszary. Biszkoptowa suknia wirowała wokół niej, dotrzymując jej kroku w  tańcu lepiej niż niejeden partner, z którym miała okazję bawić się w trakcie ostatnich lat. We włosy miała wpięty wianek utworzony ze zbóż, przez co czasami pojedyncze ziarna odczepiały się gdzieniegdzie i tworzyły własne zdobienia na ciemnych włosach.
            W deszczu także potrafiła znaleźć pociechę. Niekiedy wybiegała w największą ulewę i pędziła prosto przed siebie, do najbliższego lasu. Na szczęście w pobliżu jej domu był jeden, któremu ufała najbardziej, i do niego najczęściej kierowała swoje kroki. Uwielbiała znikać między koronami drzew i biec, nie zatrzymując się i nie zważając na przeszkody czyhające po drodze. Miała dziwny dar rozpoznawania pogody, zanim ta dobrze sama się nie określiła, dzięki czemu na dni takie jak ten była przygotowana. Biegnąc, powiewały za nią poły czarnego płaszcza, a nogi delikatnie muskał materiał sukienki, która z każdą kolejną sekundą coraz bardziej nasiąkała deszczem. Dziewczyna wciągała w nozdrza zapach kojącej wszelkie bóle ulewy, przy czym na jej twarz automatycznie wychodził szeroki uśmiech.
            Nie wszystkie dni była jednak w stanie celebrować w zgodzie z naturą. Czasem pragnęła zostać sama dla siebie, swoich myśli i wewnętrznego głosu, którego nigdy nie udało jej się rozpoznać ani określić. Na początku myślała, że kierując się nim, podąży zgodnie z wolą rozumu, lecz bywały chwile, gdy czuła mocne ukłucia serca i była święcie przekonana o tym, iż to właśnie ono podpowiada jej, którą ścieżkę powinna wybrać. Dziewczyna prowadziła dosyć chaotyczne życie, w którym jasne określenie sytuacji graniczyło z cudem - gdy była w stanie stwierdzić, co dzieje się w jej wnętrzu, a co tak naprawdę okazuje poprzez swoją zewnętrzną powłokę.  Nigdy jednak nie czuła, by wyrażała emocje wystarczająco mocno i bała się, że może tym zranić innych ludzi, nie będących w stanie odczytać jej intencji ani szczególnych spojrzeń, jakie im posyłała, świadomie lub nie.
            Czasami nawiedzały ją widma przeszłości, z którymi nie zawsze była w stanie sobie poradzić. Rozmawiała zarówno z nimi, jak i ze sobą – w sferze widzialnej oraz niewidzialnej – lecz nie dostrzegała efektów, choć takowe powinny się pojawić już dawno temu. Im więcej obowiązków i zmartwień miała na głowie, tym mniej męczących wspomnień i mniej czasu na ich analizowanie. Dlatego tak łapczywie chwytała się wszystkiego, co mogłaby robić i jakkolwiek odciążyć swoje myśli, choć na krótką chwilę. Momentami była społeczna i pragnęła otaczać się ludźmi, by następnym razem uciekać od nich najdalej jak tylko mogła, z myślą, by nigdy nie wrócić. Odnosiła wrażenie, że żyją w niej dwie osoby, czasem nawet więcej. Jedyna kwestia, której była pewna, to ta, że żadna z osobowości nigdy nie przejmie nad nią kontroli do tego stopnia, by wyciszyć inne lub stanowić dla nich jakiekolwiek zagrożenie. Wszystkie z nich żyły w jakiejś dziwnej symbiozie, dzięki której dziewczyna rozumiała swoje życie i otaczający ją świat na parę różnych, czasem całkowicie od siebie odległych, sposobów.
            W końcu jednak przychodził ten dzień, który zapętlał wszystko i wydarzenia następowały po sobie w identycznej kolejności i odstępie czasowym. Z jednej strony nie było w tym nic dziwnego, bo dziewczyna wiedziała, że ten moment musi nadejść, ale z drugiej nigdy do końca nie wiedziała, kiedy to się stanie i co właściwie jest tego powodem. Nie raz zastanawiała się, z czego wynika ta pętla, przez którą wszystko, czego doświadczyła i o czym myślała, wraca do punktu wyjścia, by następnie odbyć identyczną wędrówkę jak wcześniej, kończącą się czymś… co nie miało końca, a także początku.

Szczerość


Wpatrywała się wystraszona w sylwetkę mężczyzny siedzącego zaledwie paręnaście centymetrów od niej. W ciągu pięciu minut zdołał zadać jej dziesięć pytań, na które nie była w stanie odpowiedzieć. Szperała w swojej głowie, lecz nadaremno – za każdym razem napotykała tam jedynie pustkę, którą chciała wypełnić czymś sensownym, ale nawet to wymykało jej się spod kontroli. Myśli zaczynały żyć własnym życiem, gdy chciała zbudować z nich coś, co miałoby konkretny kształt. Starała się zaciskać powieki tak, by znajdujące się pod nimi łzy nie były w stanie wypłynąć, i jak dotąd udawało jej się.
Gdy otworzyła oczy, przez pierwszych parę sekund próbowała rozeznać się w tym, gdzie się znajduje. Po chwili była już pewna, że leży we własnym łóżku, przykryta kołdrą i zdezorientowana po dziwnym śnie, jakiego nie doświadczyła nigdy wcześniej. Bardziej zdziwiły ją jednak łzy, które wydostały się spod jej powiek, gdy zamknęła oczy i pozwoliła im moczyć swoją twarz i poduszkę. Jak gdyby  te czekały, aż wybudzi się ze snu i dopiero wtedy się ujawniły. Słyszała o przypadkach, gdy ludzie płakali przez sen, i jej zdarzyło się to nie raz, lecz z „przeniesieniem” snu do jawy spotkała się po raz pierwszy.
W następnej chwili kroczyła chodnikiem, próbując wymijać ludzi pędzących wprost na nią. Pech chciał, że nie mogła całkowicie wyłączyć się z życia, jako że jedna z jej słuchawek nie działała i polegała tylko na drugiej. Do niedawna widziałaby tylko negatywy tej sytuacji, lecz teraz była w stanie dostrzec także pozytywne aspekty – jak chociażby to, że w ogóle jest w stanie słyszeć muzykę i spędzać z nią każdą możliwą chwilę. Nie wyobrażała sobie życia w ciszy, codziennego funkcjonowania, w którym musiałaby polegać na swoim słuchu w sposób standardowy dla każdego – odgłosów miasta, aut, krzyczących dzieci, narzekających dorosłych i innych wyprowadzających z równowagi hałasów.
Paradoksalnie, w prawym uchu miała działającą słuchawkę, a w lewej kieszeni płaszcza pięć pojedynczych złotych groszy, które znalazła w ostatnim czasie, i ciągle dodawała nowe do kolekcji. Nazywała je „złudnym szczęściem”, choć na każdy dmuchała ciepłym powietrzem przed umieszczeniem w kieszeni. Traktowała je jak swego rodzaju tarczę, obronę przed przeciwnościami losu i coś, co faktycznie jest w stanie zdziałać cuda. Sama nie była pewna, czy w nie wierzy, ale z każdym razem ściskała je w garści coraz mocniej, dodatkowo licząc palcami, czy ich ilość nie uległa zmniejszeniu. Pamiętała, jak kiedyś przypadkiem zgubiła jeden z nich i poczuła przeszywający jej ciało chłód, gdy to odkryła. Pomimo iż same w sobie nie miały jako takiej wartości, ona traktowała je jak skarby, będące w stanie zapewnić jej wszystko, czego potrzebowała.
Nie była pewna, czego oczekuje od tego konkretnego dnia, choć z tyłu głowy wciąż miała sen, o którym nie była w stanie i nie chciała zapomnieć. Nie wiedziała, czy powinna nastawić się na poprawę przebiegu dalszych losów czy zostawić wszystko, aby żyło własnym rytmem, bez jakiejkolwiek ingerencji. Polegała na przeznaczeniu, ale wiedziała, że zbyt często jest w stanie pokrzyżować najlepsze plany, dlatego lubiła brać sprawy w swoje ręce. Jednak tym razem czuła się bezradna i obojętna wobec wszystkiego, co ją otaczało i czego chciała, momentami nie zdając sobie nawet z tego sprawy.
Wieczór przyniósł jednak miłe zaskoczenie. Widząc kolorowe światła, ludzi biegających po scenie i zmieniające wysokość platformy z przeróżnymi wykładzinami, znów odniosła wrażenie, jak gdyby znalazła się wewnątrz złożonego i długiego snu. Tym razem nie miała ochoty się budzić, a uczestniczyć w nim całą sobą, choć nie odgrywała wielkiej roli. Zderzając się z chłodem nocy, doszło do niej, że wszystkie emocje jakie czuje ostatnimi czasy są szczere. Przynajmniej wszystkie te, które okazuje, świadomie lub nie. Pomyślała o wydarzeniach z dnia dzisiejszego i wczorajszego i zaśmiała się w głos, a w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, które popłynęły po policzkach, gdy zbliżyła się do pasów na drodze. Przeszła przez nie i uświadomiła sobie, że tak szczerze, jak w przeciągu ostatnich paru miesięcy, nie była w stanie cieszyć się nigdy w swoim życiu. Odkryła w sobie pokłady emocji i siły, które umożliwiły jej rozwój emocjonalny i przejście na inny poziom wrażliwości. Nie wiedziała, komu powinna dziękować, ale była pewna, że nie chciałaby już nigdy wrócić do stanu, w którym trwała przez długą część swojego życia. W końcu ta dłuższa dopiero czekała na wypełnienie i wszystko stało przed nią otworem.

Etapy


Gubiła się w sobie i odnajdywała, raz za razem. Ludzie, miejsca i sytuacje również nie były jasne i klarowne, czasem nawet ciemniejsze niż zazwyczaj, co dodatkowo wytrącało ją z równowagi, której tak uparcie szukała. Pragnęła zrozumieć, w kierunku czego tak naprawdę dąży i zorientować się, od jak dawna kroczy wytartą ścieżką, która momentami i tak zdawała się prowadzić ją w ślepe zaułki.
Nie była już tą wersją siebie, z którą do tak niedawna się utożsamiała. Od pewnego czasu odkrywała w sobie pokłady energii, skumulowanej z czegoś, czego nie potrafiła określić, a jednak była wdzięczna wszystkim siłom wyższym, że była w stanie odbić się od dna, na które tak często zdarzało jej się opadać. Nie była nikim mocarnym, nie chodziła z wysoko podniesioną głową i nie emanowała pewnością siebie, ale widziała mniejsze i większe zmiany w swoich działaniach, możliwościach i percepcji, które napełniały ją satysfakcją z każdym kolejnym osiągnięciem, a także porażką, z których czerpała lekcje.
Bywały dni i chwile, gdy odzywała się w niej słabsza strona, ale wychodziła z założenia, że dotyka to każdego żyjącego człowieka. Nikt przecież nie jest w stanie radzić sobie z emocjami na poziomie eksperta, ktoś taki nie istnieje. Starała się o tym nie myśleć, lecz podczas zaciskania pięści czasem czuła ból palców, które zostały pozbawione skórek lub krwawiły, zostawiając szkarłatne ślady na wnętrzach jej dłoni. Było jej o wiele prościej w pewien sposób zapomnieć o nękającym ją stanie, gdy budziła się rano i już nie czuła mokrej poszewki poduszki pod policzkiem, z którą zasypiała niemalże każdego wieczoru. Jednak gdy przez okno wpadały promienie słońca i głaskały ją po twarzy, stan znów zdawał się wracać, przynosząc ze sobą wspomnienia wydarzeń z kilku ostatnich miesięcy, które kosztowały ją więcej niż sądziła.
Obudziło się w niej coś na kształt wrażliwości, którą chciała poczuć od dłuższego czasu w większej mierze, a nie tylko powierzchownie, jak zazwyczaj. Częściej zapisywała swoje myśli na papierze lub ekranie telefonu, tchnąc w słowa emocje w najczystszej możliwej postaci. Wolała jednak trzymać tę wrażliwość wewnątrz siebie, tworząc z niej coś na kształt zbroi, za którą mogła się schować. Ukrywała ją pod czarnymi ubraniami, jakie zakładała na siebie niemalże dzień w dzień, tym samym chcąc także zdobyć przychylność wieczoru, z którym coraz częściej wdawała się w romans. Im ciemniej i chłodniej, tym mniej chętnie wracała do ciepłego i przytulnego domu, który był jedynie schronieniem. Wieczór rozumiał jej potrzeby, był jej przyjacielem i kochankiem, obrońcą. Nie raz kroczyła miastem z mokrymi policzkami, podczas gdy podmuchy wiatru pchały ją do przodu i powodowały ciarki na jej ciele, pomagając w przetrawieniu wszelkich wybuchających w niej emocjonalnych wulkanów.
Umiała również odnaleźć się w sytuacjach, w które Los wrzucał ją całkowicie przypadkiem, które wcześniej nie zdarzały się praktycznie nigdy. Gdy przepływały przez nią dobre fale, poddawała się im, nie mając siły ani chęci walczyć. Zaczynała wtedy poruszać się w rytm muzyki grającej w słuchawkach, a gdy była ich pozbawiona, sama wyobrażała sobie otaczające ją nuty tworzące melodie, śpiewając szeptem lub wydając z siebie delikatne dźwięki. Nie bała się również patrzeć w lustro, ponieważ widziała tam inną osobę niż tę, której unikała w przeszłości, omijając gładkie powierzchnie szerokim łukiem lub odwzajemniając spojrzenie zagubionej istoty o zaszklonych oczach.
Była również w stanie umiejętniej wyselekcjonować ciepło i chłód, z jakimi odnosiła się do innych ludzi, przedmiotów lub samej siebie. Niekiedy okazywała więcej uczuć niż powinna, lecz wiedziała, że jest w stanie okiełznać sytuację i nie dać wymknąć jej się spod kontroli. Zaczęła też bardziej szanować swój czas i emocje, nie dając innym wpełzać zbyt głęboko w siebie i nimi manipulować lub najzwyczajniej w świecie wsiąkać negatywnych doświadczeń jak gąbka, która z czasem przekształci się w kamień. Coraz częściej dostrzegała swoją wartość i walczyła o nią każdą częścią ciała, umysłu, duszy i serca.



Dziś mija trzeci rok, od kiedy się tutaj udzielam. Nie wiem, czy ktoś to czyta, rozumie czy śledzi, ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś będzie w stanie pojąć, co właściwie się tutaj dzieje. Może kiedyś komuś jakoś to pomoże, pozwoli się utożsamić lub przyniesie ukojenie. Tak czy inaczej dziękuję wszelkim duszyczkom, które towarzyszyły, towarzyszą i będą towarzyszyć mi w tej podroży. Każda jednostka wnosi coś do mojego życia, a tym samym do mojej twórczości, z którą się tu dzielę. Tak więc... to właśnie Wy tworzycie ten blog. Dziękuję Wam wszystkim z osobna i razem, jesteście cudowni.

Burza

Nad jej głową od jakiegoś czasu krążyła chmura negatywnych emocji, której nie umiała niczym rozrzedzić ani przegonić. W pewnym sensie po prostu  pozwalała jej egzystować jako osobny byt, który po części dawał jej energię, a po części jej pozbawiał. Dziewczyna jednak nauczyła się żyć w symbiozie z gazem, który niekiedy zaczął formować się w coś, co konsystencją mogło przypominać nawet ciało stałe. Nie dotykała go, ale czuła, że chmura, która do niedawna jeszcze powodowała ciarki na jej plecach swoimi chłodnymi podmuchami, teraz zdawała się spoczywać na jej barkach, choć nie miała z nimi najmniejszego kontaktu.
            Ciężko było jej odnaleźć spokój - właściwie zapomniała, co dokładnie znaczy to słowo. Żyła w ciągłym biegu i stresie, nie patrząc na przeciwności losu i nie myśląc nad tym, jak je pokonać, a po prostu brnąc przed siebie i walcząc każdym możliwym sposobem, czasem po linii najmniejszego oporu. Nie odnosiła tak wielu sukcesów, jak mogłaby oczekiwać, choć nigdy także na nic się nie nastawiała. To było jej motto życiowe – nie mieć zbyt wysokich wymagań, by potem mocniej się nie rozczarować. Ich neutralny, a czasem wręcz negatywny poziom wystarczał jej o wiele bardziej, by zaspokoić żądze i przyjąć porażkę z godnością.
            Nie radziła sobie z wewnętrzną frustracją, która zdawała się łapać ją w sidła za każdym razem, gdy zostawała sam na sam ze swoimi myślami. Zawsze żałowała, że nie ma pod ręką czegoś, co mogłaby wykorzystać. Nie raz widziała siebie w wizjach, gdzie była w stanie pełnią sił pozbyć się choć cząstki złej energii, dając upust swojej frustracji. Rzucała szklaną butelką o ceglany mur, z satysfakcją wsłuchując się w dźwięk pękającego szkła, które po dłuższej chwili zmieniało się w ciemną parę, dołączając do tej nad jej głową. Zawsze, gdy niemo krzyczała, kryjąc twarz w dłoniach lub poduszce, z jej ust wydobywał się identyczny obłok, automatycznie łącząc się z tym będącym nieodłączną częścią jej samej. Spływające niekiedy po jej policzkach krople także z czasem przekształcały się w gaz.
            Bywały jednak dni, w których ciemna chmura znikała lub przechodziła na kogoś innego, nie sprawiając mu jednak bólu ani w żaden sposób nie wpływając na samopoczucie czy myśli. Działo się tak wtedy, gdy dziewczyna spędzała czas z osobami, które nazywała aniołami stróżami – istotami, które znały ją najlepiej i wiedziały o niej najwięcej. Nigdy jednak nie wskazywała konkretnych postaci, ponieważ te ulegały zmianie, niekiedy opuszczając ją lub bardziej się z nią związując. Miała małe grono tych, którym ufała bezgranicznie, ale do innych podchodziła z dystansem, nie chcąc w pełni powierzać całej siebie. Umiejętnie dobierała ludzi, choć ta sztuka wymagała od niej poświęcenia i lat prób, co ostatecznie jednak z każdym razem się opłacało.
            Nie raz na własnej skórze przekonała się o tym, że każdy, nawet perfekcyjnie dopracowany plan, może ulec przekształceniu lub całkowitemu zniszczeniu. Przestała więc oczekiwać zamierzonych rezultatów, a po prostu robiła wszystko, co w jej mocy, by spełnić postawione sobie cele, niekiedy ogromnym kosztem. W kieszeni płaszcza nosiła zawsze złoty grosz, który kiedyś przypadkiem znalazła na ulicy. Choć był brudny i nie różnił się niczym od każdego innego, wierzyła w niego jak w znak od Losu. Dlatego też ściskała go mocno w dłoni za każdym razem, gdy czuła zbyt mocny nacisk ciemnego obłoku, jak gdyby dając znać Losowi, że powinien zaingerować, ponieważ nie jest w stanie udźwignąć ciężaru danej sytuacji. Nigdy jednak do końca nie wierzyła w jego moc – postrzegała go jako złudną nadzieję, atrapę, która miała imitować to, do czego dążyła. Ściskała go jednak po to, by mieć w co wierzyć i na co zwalić winę, gdy wszystko po raz kolejny legnie w gruzach. Przecież nic złego nie mogło dziać się z jej winy…